1) Bezwarunkowa miłość. Chcę, aby moje dzieci wiedziały, że kocham je bezwarunkowo Miłość rodzica nie powinna być walutą dawkowaną mniej lub bardziej szczodrze w zależności od tego, czy dziecko spełnia nasze oczekiwania, nadzieje, ambicje. Bez żadnego „ALE” po słowach „kocham cię”.
Kiedy zarządzasz kontem dziecka za pomocą Family Link, może ono korzystać z Gmaila do wysyłania i odbierania e-maili. dziecko może korzystać z Google Chat w aplikacji Gmail lub w wersji internetowej Gmaila, nawet jeśli aplikacja Google Chat jest zablokowana. Większość funkcji Gmaila działa u dzieci tak samo, jak u rodziców.
Powodów dla których nie chcemy mieć więcej dzieci jest wiele. Jedna piąta Polaków uważa, że rezygnuje z dzieci z powodu sytuacji materialnej - za małych zarobków, nieodpowiednich warunków mieszkaniowych lub obniżenia się poziomu życia.
zawsze byłam osobą, którą uwielbiały dzieci, ja też je uwielbiam, mam bardzo dobre podejście do nich, lubię spędzać z nimi czas wręcz wychowałam moich siostrzeńców pragnęliśmy z
Już więcej tak nie mogę!" "Mąż każe mi rodzić dzieci aż będzie chłopiec, dziedzic rodu. Już więcej tak nie mogę!" "Mój mąż nie daje mi spokoju. Ciągle wymaga ode mnie intymnych zbliżeń. Byłam już 3 razy w ciąży i raz poroniłam i nie chcę mieć więcej dzieci. On jednak wciąż uważa, że nie zostało nam zbyt wiele
Moglabym wymienić wiele powodów by nie mieć dzieci i wiele na to by je mieć. Jednak najważniejsze jest co w każdym siedzi- albo chęć albo niechęć. Można dzietnych okreslać jako altruistów, bezdzietnych jako egoistów, ale to nie ma sensu, bo motywację mają taką samą- realizują po prostu takie życie jakie chcą mieć.
Ale czy myślimy o tym, jak uczyć dzieci szacunku do siebie samych? S zacunek do innych to zaakceptowanie ich odrębności, ich prawa do samostanowienia. Osoby, które nie mają szacunku do
YNDu. Nigdy nie mów nigdy. To zdanie trafnie podsumowuje nasze życie – nie wiesz co czeka za zakrętem – nawet jeśli tę samą drogę przemierzesz codziennie od kilku lat. Dlatego nie powinniśmy planować wszystkiego i zawsze. Chcesz rozśmieszyć Boga? Powiedz mu o swoich planach. A jednak ryzykuję i stwierdzam: nie chcę mieć więcej dzieci. Zwłaszcza, że powody mam poważne, bo swoje. Komplikacje po porodzie. Kolejny poród byłby po prostu ryzykowny, więc po co? Dlaczego miałabym ryzykować życie swoje, swojego dziecka i przyszłość dzieci, które już są na świecie? Czy to wystarczający argument za tym, że nie chcę mieć więcej dzieci? Sama przyznasz, że uświadomienie sobie ryzyka jest bardzo ważne i pomocne w podejmowaniu takich decyzji. Moja mama wiele razy mi mówiła, że trójka dzieci to tak „akurat”, a nie narzekałaby gdyby miała jeszcze jedno. I ja, jeszcze kilka lat temu chciałam mieć czwórkę dzieci. Po pierwszym porodzie krzyczałam, że żadnego więcej, potem gdy oprzytomniałam, chęci spadły do 3. Po porodzie numer dwa zgodnie z mężem stwierdziliśmy, że dwójka to dla nas optymalnie. Dla nas rodziców, dla naszych dzieci, dla naszego życia. Nie lubię być w ciąży. Hell yeah! Dlatego nie chcę mieć więcej dzieci! I know. Stan błogosławiony, koniki, kwiatuszki, tęcza i tony brokatu. Sorry, ale nie. Może jeśli ktoś ma predyspozycje do tego, żeby jego (jej!) ciążowy brzuch wyglądał jak piłka tenisowa, to ok. Mojemu bliżej było do tej piłki, na której się skacze podczas porodu. W obu ciążach, pomimo racjonalnego odżywiania i aktywności fizycznej w ilości, na jaką mogłam sobie pozwolić, mój rozmiar powiększył się z 38 do 44. Owszem, szybko się pozbyłam nadbagażu, tylko co z tego? Rozumiem i akceptuję, że są kobiety, które w ciąży mogłyby chodzić zawodowo. Ich cera i włosy z dnia na dzień stają się piękniejsze, oczy radośnie roześmiane, a tyłek sexi jak nigdy wcześniej. Gdybym tak miała opisać siebie w ciąży, zwłaszcza zaawansowanej, to moje oczy bardziej przypominały koraliki utknięte w masie solnej, tyłek żył swoim życiem, a cera i włosy według prawideł świadczyły o tym, że pod sercem noszę dziewczynkę ;). Potrzebuję spokoju. To takie egoistyczne, nie? I prawidłowo, bo każdej z nas należy się egoizm. Marzę o czytaniu książki przy nocnej lampce, kiedy moje dzieci już smacznie śpią. A skoro o lampkach mowa, to i lampka wina mi się należy! Chcę też wyjść gdzieś sama bez trzymania ręki na telefonie w razie gdby coś się działo – tak, wciąż to robię. Jeszcze trafiłaby mi się dziewczynka! Za drugim razem na początku lekarz mówił, że będzie dziewczynka. Miała być zatem Hania, Basia albo Zosia. Nastawiłam się na te różowe kiecki, choć rozum prawidłowo podpowiadał, żeby nie spieszyć się z zakupami. Na połówkowym już byłam pewna, że to chłopiec i bardzo się ucieszyłam, że Antek będzie miał brata. Bo ja z tych, co cieszą się z tego, co mają. Córka? Spoko! Syn? Świetnie! Ale jak już jestem mamą tych dwóch chłopaków i wiem o co biega w męskim świecie resoraków, torów i dinozaurów to ciężko byłoby się przestawić na kucyki i robienie bransoletek z różowych koralików. Stereotypowe myślenie, wiem, a jednak co ja bym robiła z córką??? Nie mamy już miejsca w łóżku. Przeprowadzka starszaka do jego łóżka poszła nam bezproblemowo i bezboleśnie, gdy miał dwa lata. Ominęły nas płacze, lamenty i wszystko to, z czym mierzą się często rodzice próbując nauczyć dziecka zasypiania w swoim łóżku. My nie musieliśmy go uczyć, bo poczekaliśmy do odpowiedniego momentu. Po prostu dostał łóżko, po pewnym czasie spodobało mu się na tyle, że sam chciał spać osobno. Na początku jeszcze budził się kilka razy w nocy, upewniał że jesteśmy nadal wszyscy w jednym domu i zasypiał dalej. Nikodem do czwartego miesiąca, kiedy jeszcze mieścił się do przystawianego łóżeczka Chicco, spał niby z nami, ale jakby na uboczu. Po czwartym miesiącu w związku z tym, że dalej karmię, a on urósł – władował się do naszego m2. Zbiegło się to wszystko z przeprowadzką do nowego domu i narodzinami lekkiej zazdrości u starszego. Efektem skumulowania się wszystkich tych rzeczy jest to, że od lewej: Ja, Nikodem, Antek, mąż. „Nie chcę już spać z dziećmi” nie ma żadnej wagi, bo dzieci chcą spać z nami. To nie będzie trwało wiecznie (chyba, że znacie nastolatków, którzy wciąż śpią z rodzicami?) więc póki co im na to pozwalamy. Starszak przychodzi nad ranem, młodszy wiadomo. Myślę, że póki karmię, ten stan rzeczy się nie zmieni, a potem chłopcy będą spali w jednym pokoju – mam nadzieję, że nie moim. I – tak między nami – ja nie miałabym nic przeciwko, ale kupiliśmy sobie łóżko 140cm szerokości, żeb nam wlazło do każdego potencjalnego domu. Na 4 osoby jest ledwo ledwo i nie wyobrażam sobie wciśniętego tam jeszcze jednego niemowlaka. A może…? Ok, jednak nie. Nie chcę mieć więcej dzieci…a Ty?
Na Ładne Bebe od lat przyglądamy się macierzyństwu z każdej strony. Rezygnacja z niego też jest takim kawałkiem, który chcemy poznać. Świadoma bezdzietność to jego istotna część. Dlaczego kobiety rezygnują z bycia mamą? Redakcja: Materiał ukazał się w styczniu ubiegłego roku, wracamy do niego, przypominając wasze ulubione publikacje z 2021. Wśród redaktorek Ładne Bebe jako jedyna nie mam dzieci i choć temat rodziny i macierzyństwa mnie fascynuje, nie mam potrzeby zgłębiać go z własnej perspektywy, nie łaknę tego doświadczenia. Coraz częściej obserwuję też, że te bardzo i te trochę bliskie mi osoby również nie planują zostać rodzicami. Trzydziestkę świętowaliśmy kilka lat temu, ale zupełnie nie słyszymy tykania mitycznego zegara biologicznego. Postanowiłam zapytać kilka młodych kobiet, dlaczego zdecydowały się nie zostać mamami. Co nimi kieruje? Czy ta decyzja to synonim egoizmu? A może przeciwnie – to wyraz troski? Czy bycie antynatalistką to zbrodnia przeciw ewolucji i społeczeństwu? Relacje moich bohaterek ułożyłam w formie wielogłosu, byście dojrzeli, że często się przeplatają. Uzupełniam go komentarzem Joanny Frejus – psycholożki zajmującej się wsparciem kobiet w okresie okołoporodowym: kobiet w ciąży i mam małych dzieci, kobiet z doświadczeniem poronienia i tych decydujących się na aborcję. Niechaj słowa terapeutki będę wstępem: Coraz więcej kobiet decyduje się nie rodzić dzieci z jednego, bardzo ważnego powodu. Bo może. WYBIERAM NIEZALEŻNOŚĆ Złośliwi nazywają świadomą bezdzietność wygodnictwem, a nawet egoizmem. Społeczeństwo z jednej strony przyjmuje fakt, że zostajemy rodzicami dużo później niż 30 lat temu, albo w ogóle z niego rezygnujemy, ale komentarze dotyczące rzekomo niezabezpieczonej przyszłości wciąż się pojawiają: Czasem słyszę, że będę żałować swojej decyzji, że kto mi poda tę słynną szklankę wody na starość, że to niedojrzałe czy egoistyczne. Zawsze wtedy podkreślam, że to moje życie i moje świadome wybory, a nie fanaberia, dodając, że nie oceniam cudzych, więc nie życzę sobie, aby oceniano moje. W zasadzie nie muszę się z tego tłumaczyć, ale jeśli mam energię, to staram się to robić, aby coś się zmieniło w powszechnym myśleniu – opowiada Paulina Klepacz, dziennikarka i edukatorka seksualna, współzałożycielka magazynu G’rls ROOM. Trzymając się słownikowej definicji egoizmu: „postawa życiowa nacechowana dbałością, wyłącznie lub przede wszystkim, o własne (bądź osób najbliższych) dobro”, możemy traktować wybór kobiet jako wyraz dbałości o siebie. Sabina Mejer, zajmująca się marketingiem i PR-em, od niedawna prowadząca z mężem agroturystykę w Kotlinie Kłodzkiej, tak wyjaśnia swoją decyzję: Czuję, że mój wybór jest pokierowany trochę kwestią samolubną. Bardzo lubię swoje życie, codzienność, do której tak bardzo się przyzwyczaiłam, przygody, podróże, niezależność. Czuję, że taka mała istota, wobec której musiałabym wszystko przearanżować, stanowiłaby dla mnie zbyt duże wyzwanie. Z drugiej strony, podobno posiadanie dzieci i strach przed samotnością na starość to właśnie samolubność… Słowa Sabiny i Pauliny potwierdza psycholożka Joanna Frejus: Wiele współczesnych kobiet decyduje się, bardzo świadomie, postawić swoje potrzeby, swoją własną niezależność na pierwszym miejscu. Obserwują doświadczenia innych mam w ich otoczeniu, znają opowieści swoich matek i babek, mają świadomość, że zostanie matką powoduje pewne ograniczenia, zamyka drogę do niektórych możliwości – i dodaje: I już słyszę ten protekcjonalny (najczęściej męski) głos, mówiący „Ale przecież tyle możliwości otwiera!”. Być może. Ale nie każda osoba musi mieć potrzebę i ochotę, żeby tego próbować. Idąc dalej tym tropem, niezależność związana z wyborem o niebyciu mamą to także poczucie wolności: Wierzę, oczywiście, że dzieci są ich największą miłością, ale często rozmawiam z mamami, od których ewidentnie wyczuwam minizazdrość, że jestem po prostu WOLNA – mówi Sabina Mejer. Niezależność to też często wybór wspólny, podejmowany w związku: Oprócz kwestii ekologicznych i filozoficznych, sporo mamy drobnych osobistych powodów, jak niechęci do ryzykowania zdrowia ciążą i porodem czy radość z bycia we dwójkę i chęć zachowania tej niezależności osobistej i finansowej, jaką daje bezdzietność – mówi o decyzji swojej i męża Kaya Szulczewska, prokobieca aktywistka, działaczka społeczna i artystka. ŚWIAT TO SŁABE MIEJSCE DO ŻYCIA Myśl o sprowadzeniu na planetę Ziemia nowego człowieka generuje rozmaite lęki – strach przed bólem, trauma, depresja, obawy związane z poronieniem. Motywy kobiet mają naturę emocjonalną i społeczną – obawiają się braku wsparcia. Kamila Raczyńska-Chomyn – instruktorka rekreacji ruchowej i pracy z ciałem, certyfikowana terapeutka BeBo Trening Dna Miednicy i doula, którą możecie kojarzyć jako edukatorkę Dobre Ciało, tak opowiada o swoich obawach: Jako kobieta w ciąży lękałabym się braku pomocy systemowej i opieki okołoporodowej. Tego, że gdyby nie znajomości, mieszkanie w Warszawie i bycie osobą uprzywilejowaną finansowo, nie mogłabym liczyć np. na regularną i bezpłatną fizjoterapię uroginekologiczną czy wsparcie laktacyjne. Kamila wspomina także o kwestiach ekonomicznych – Bałabym się o swoją karierę zawodową, o to, że jeśli bym wylądowała z maluszkiem w szpitalu, to najpewniej spałabym na karimacie na podłodze przy jego/jej łóżku, a mój mąż musiałby stać się jedynym żywicielem rodziny. Podobne obawy, spotęgowane troską o swój stan psychofizyczny ma edukatorka seksualna Paulina Klepacz: Znam bardzo dobrze swoje ciało, swój stan zdrowia i przypuszczam, że ciąża i poród byłyby dla mnie dużym obciążeniem. Po prostu się tego boję i nie chcę doświadczać. A jeśli dodamy do tego jeszcze słaby stan opieki okołoporodowej w naszym kraju, brak dostatecznego wsparcia dla matek, plus sytuację z aborcją, to naprawdę dla mnie nie są to warunki zachęcające do rozmnażania się. Kamila i Paulina zgadzają się też co do kwestii zawodowej – w ich przypadkach: edukacyjnej i wspierającej – której znaczącą częścią jest właśnie decyzja o nieposiadaniu dzieci. Paulina Klepacz wyjaśnia ją tak: Bardzo cenię sobie moją wolność, spełniam się w pracy zawodowej i w różnych aktywnościach poza nią, np. w szerzeniu seksedukacji. Naprawdę dużo się u mnie dzieje, a ja bardzo to lubię i nie chcę nic zmieniać. Z kolei Kamila Raczyńska-Chomyn jako osoba pracująca w dużej bliskości z kobietami, którym towarzyszy w porodach i połogach, może im przekazać swój czas i energię: Nie posiadając dziecka, mam więcej czasu na pracę, która jest koniec końców pracą opiekuńczą/pomocową i wymaga zasobów, jakie dziecko by mi pochłaniało. Zdecydowanie wolę swoje zasoby inwestować tak, żeby móc wesprzeć wiele osób na wielu polach, a nie nawigować ku dorosłości jedną istotę przez kawał mojego życia. Rozmaite obawy przed urodzeniem nowego człowieka dobrze puentują słowa Kai Szulczewskiej: Wcześniej kłóciły się we mnie dwa odczucia, bo z jednej strony lubię dzieci i fantazjowałam o sobie jako mamie w przyszłości, z drugiej – uważałam świat za słabe miejscem do życia. To przekonanie Kai zostało dawno temu przekute w pogląd filozoficzny, o którym przeczytacie w następnym akapicie. ANTYNATALIZM TO NIE ANTYDZIECIZM Wiele osób myli antynatalizm z bezdzietnością, a bezdzietni mogą jako jeden z głównych powodów swojej decyzji mieć właśnie niechęć do dzieci – wyjaśnia aktywistka Kaya Szulczewska. Czym w takim razie jest groźnie brzmiący antynatalizm? Kaya tłumaczy: to filozofia przypisująca narodzinom negatywną wartość, nie ze względu na niechęć do dzieci, a na filozoficzne stanowisko, które zakłada, że narodziny czy szerzej – powołanie na świat człowieka niesie ze sobą ogrom cierpienia, zarówno dla tego człowieka, jak i istot, które nieuchronnie będzie ranić czy zadawać im cierpienie, poprzez egzystencję, konsumpcję, zanieczyszczenie środowiska itd. Chodzi tu zatem o aspekt moralny, o którym traktuje południowoafrykański filozof i naukowiec David Benatar i który zahacza nieco o filozofię pesymizmu. Filozofowie antynatalizmu mają różne spojrzenia na te kwestię, ale łączy je teza, że lepiej się nie urodzić, niż żyć, ryzykując cierpienie swoje i innych. Jeśli ten pogląd wydaje wam się okrutny, Kaya wyjaśnia: To rozważanie nie dotyczy już istniejącego życia, antynataliści nie są więc za dzieciobójstwem, morderstwem czy samobójstwem, jak niektórzy sugerują, a rozważają czysto potencjalny byt kontra potencjalny niebyt. Antynatalizm nie jest też praktyką bezdzietności, znam rodziców małych dzieci, którzy patrząc na swoje pociechy i ich cierpienie doszli do tej filozofii. Znam rodziców, którzy dochowali swoje dzieci i z dystansu starszego pokolenia patrzą na to wszystko, rozumiejąc, że brak wnucząt, wcale nie jest taki zły, jak powtarzają im koleżanki z klubu seniora. Reasumując: kluczowe w tej filozofii jest przypisanie negatywnej wartości powoływaniu nowych żyć, a nie samemu życiu. Bazą antynatalizmu nie jest też nienawiść do dzieci. A co z nastawieniem do samych matek? Do kobiecych wyborów o rezygnacji z macierzyństwa? Kaya wyjaśnia: Antynatalizm nie jest też dokuczaniem kobietom w ciąży czy mamom małych dzieci. Zdarza się, że antynataliści są mizoginami, dokuczają matkom, ale to mizoginia, a nie antynatalizm. Antykobiece zachowania nie są podstawą tego nurtu filozoficznego, ale niestety mogą przytrafić się bez względu na liczbę potomstwa czy wyznawaną filozofię życia. Żyjąc w patriarchacie, ludzie często nieświadomie powielają mizoginię, zakładając na nią różne maski. WYBIERAM BEZDZIETNOŚĆ, BO DBAM O PLANETĘ Coraz częściej rezygnacja z macierzyństwa czy ojcostwa jest łączona z kryzysem klimatycznym. Bank Światowy ocenia, że jedna osoba wytwarza średnio emisję 5 ton dwutlenku węgla rocznie, Amerykanie – trzy razy tyle. Na portalu czytam, że badania Guardiana wykazują, iż posiadanie jednego dziecka mniej zapobiega emisji około 58 ton dwutlenku węgla rocznie. Ślad węglowy to jedno, ale na świecie jest nas po prostu za dużo – prawie 8 miliardów ludzi, podczas gdy Matka Ziemia może utrzymać jakieś 1,5 miliarda. O niszczeniu planety i o tragicznej wizji jej przyszłości opowiada z czułością i smutkiem sir David Attenborough. Motywacja antynatalizmu jest dziś też coraz częściej związana z dbałością o planetę, upraszczając: nie chcę sprowadzać na ten przeludniony świat kolejnych osób. Wbrew pozorom, może ona być też wyrazem ogromnej troski: nie chcę sprowadzać dziecka na świat, o którym nie wiemy, jak będzie wyglądał za kilkadziesiąt lat – wyjaśnia psycholożka Joanna Frejus. Każda z moich rozmówczyń odniosła się wyraźnie do tej kwestii. Kamila mówi o swoich obawach: Bałabym się, że musiałabym patrzeć, jak moje dziecko rośnie i dojrzewa na planecie, która ledwo zipie przez nasz gatunek i dodaje: uważam, że sprowadzanie na świat nowych ludzi w dobie kryzysu klimatycznego i migracyjnego jest co najmniej niewłaściwe. Jest nas za dużo na kuli ziemskiej, nasz gatunek rozpanoszył się i będziemy ponosić konsekwencje naszych egoistycznych działań. O przeludnieniu jako jednym z głównych motywów opowiada też Sabina Mejer: Współczesnym, największym zagrożeniem dla świata są ludzie i to, co wyrządzamy naszym ciągłym, niepohamowanym rozpychaniem się Planecie. Jest nas po prostu za dużo! Jaką przyszłość mamy dać dzieciom w świecie, który naprawdę zaraz przestanie istnieć w takiej formie, jaką znamy dziś? Kamila Raczyńska-Chomyn, fot. Monika Woreta-Jupa Wszystkie rozmówczynie traktują ten temat dwojako: myśląc o dobru Matki Ziemi i trosce o sprowadzanemu na świat człowiekowi. Sabinie i Kamili wtóruje Paulina: Rzeczywistość, w której żyjemy, nie jest przyjazna, stoimy u progu katastrofy klimatycznej. Nie chciałabym skazywać mojego potomstwa na życie w złych warunkach i pogarszać jego istnieniem stanu Ziemi. Powstają już oficjalne grupy zrzeszające osoby świadomie rezygnujące z rodzenia dzieci, jak BirthStrike, na Instagramie pojawił się też #birthstrike – to wyraz lęku przed klimatycznym armagedonem. Nieposiadanie dzieci nie jest już kwestią tabu, nie jest też pejoratywnie rozumianym egoizmem, ba – można o nim mówić w kategoriach altruizmu. Kaya Szulewska argumentuje: Nie chcę tworzyć nowego konsumenta, nawet gdyby potencjalnie miał wynaleźć sposób na rozkładanie plastiku czy samochody zasilane wodą. Tutaj, gdzie żyjemy, naprawdę konsumpcja jest nieuchronna i w moim odczuciu wybór bezdzietności jest wyborem ekologicznym. Młode kobiety zupełnie serio traktują temat kryzysu klimatycznego w kontekście powiększania się liczby ludzi, na który mają – cząstkowy indywidualnie, ale zbiorczo ogromny – wpływ. Kaya Szulczewska pyta: Czy miałabym powiedzieć dziecku „Sprowadziłam cię na świat, bo byłam ciekawa, czy będziesz mieć oczy zielone po mamie, czy niebieskie po tacie, a na katastrofę klimatyczną zamknij te piękne oczy i idź dalej”. NIEMAMA KONTRA RESZTA ŚWIATA Jak na decyzję moich bohaterek reagują ich bliscy: przyjaciele, znajomi i rodzina? Chyba mam olbrzymie szczęście, ale jakoś przypadkowo w moim życiu ułożyło się tak, że większość moich bliskich znajomych również nie ma dzieci z wyboru. Mam też bardzo, bardzo wspierającego męża, który akceptuje moją decyzję i póki co jesteśmy bardzo szczęśliwi w dwójkę – mówi Sabina Mejer. Ciekawa jest też perspektywa rodziców, szczególnie w przypadku Pauliny Klepacz, która nie ma rodzeństwa: Moi rodzice są pogodzeni z tym, że nie będą mieć wnucząt – choć chcieliby – tym bardziej że jestem jedynaczką. Mają swoje pasje i aktywności po pracy, są w bliskim kontakcie z dzieciakami z naszej rodziny, więc nie narzekają. Dla nich najważniejsze jest to, żebym była szczęśliwa, więc wspierają mnie w moich wyborach, za co jestem im bardzo wdzięczna. Z podobnym wsparciem od bliskich spotyka się Kaya Szulewska, która od kilku lat otwarcie mówi o swojej bezdzietności, także publicznie – na Instagramowym koncie @kayaszu. Bardziej kontrowersyjne są reakcje, z którymi spotyka się online: Jeśli są jakieś uwagi, jakieś docinki, to najczęściej od nieznajomych w internecie, którzy radzą mi się zabić albo piszą, że będę żałować. W rodzinie już każdy pogodził się z naszą decyzją. Mąż zrobił kilka lat temu wazektomię, o czym też bez ogródek mówimy, więc decyzja wydaje się na tyle dobrze przemyślana i nieuchronna, że ludziom odechciało się nas nagabywać o dzieci. Nurtujące jest też, jak kobiety, które nie chcą mieć dzieci, oceniają mamy – czy ich niechęć do posiadania potomstwa przekłada się na negatywny odbiór macierzyństwa? Kaya uważa, że nie można wrzucać wszystkich decyzji do jednego worka. Według niej egoistami są rodzice, którzy decydują się na dzieci z egoistycznych powodów, reszty stara się nie oceniać, biorąc pod uwagę, że sporo ludzi nie zastanawia się nad pobudkami, kierując się na przykład presją społeczną. Bierze też pod uwagę kwestie religijne czy aksjologiczne – rodziców, którzy danie światu nowego człowieka traktują altruistycznie. Kamila odpowiada z perspektywy osoby towarzyszącej kobietom podczas porodu i połogu: Uważam, że nie powinno się rodzić więcej ludzi, ale jeśli ktoś podejmuje decyzję o zastaniu rodzicem, to ja zrobię, co w mojej mocy, żeby to doświadczenie było dobre i godne. Żeby poród i połóg nie był traumą, żeby doświadczenie poronienia nie zostawiło po sobie zespołu stresu pourazowego i żeby każda rodząca osoba czuła, że nie idzie w ten żywioł sama. * Wiemy, że Ładne Bebe czytają też kobiety, które nie są (jeszcze) mamami. Cieszy nas to, że do nas zaglądacie! Czy wśród was są osoby, które świadomie zrezygnowały z macierzyństwa? Pokażcie się, dajcie znać, co wami kieruje – chętnie się temu przyjrzymy.
Swoje słowa kieruje do osób, które oceniają wybory innych. Fot. iStock Z tym problemem boryka się chyba każde bezdzietne małżeństwo. Chociaż to bardzo prywatna sprawa, wciąż musimy odpowiadać na sugestie, zaczepki i pytania dotyczące powiększenia rodziny. Zupełnie tak, jak gdyby posiadanie dziecka było obowiązkiem. Co ciekawe, kiedy na świecie pojawi się już pierwszy potomek - problem wcale nie ustaje. Wtedy wszyscy pytają, kiedy kolejny, bo przecież nikt nie powinien być jedynakiem. Zobacz również: Oto idealny wiek na to, aby zajść w ciążę. Jest tylko jeden problem... Ona coś o tym wie. Gylisa Jayne, publicystka portalu jest matką jednej córki i nie planuje kolejnej ciąży. Taki „układ” całkowicie ją satysfakcjonuje, choć nie wszyscy w to wierzą. Z różnych stron docierają do niej głosy, że powinna postarać się o następne, bo kiedyś pożałuje swojej decyzji. Czy sama ma takie obawy? Czy powinnam mieć kolejne dziecko? Zdradziła to w bardzo emocjonalnym tekście, który każdy powinien przeczytać. Zwłaszcza ci, którzy dają sobie prawo do komentowania cudzych wyborów życiowych. fot. „Nie możesz mieć tylko jednego dziecka” (Serio? A czemu nie?) „Twoja córka będzie się czułą samotna” (Rodzeństwo naprawdę nie zawsze się dogaduje) „Będzie miała problemy komunikacyjne” (To jeszcze dziecko i wszystkiego się nauczy) „To nie jest fair” (A niby dla kogo? A czy fair jest komentowanie moich wyborów?) „Córka nie będzie miała się od kogo uczyć” (Od tego ma rodziców, kuzynów, dziadków i wielkie grono przyjaciół) „Będzie rozpieszczona” (Jeśli tak, to wyłącznie miłością) „Nie będzie miał się nią kto zaopiekować, kiedy umrzesz” (Takimi tekstami musisz robić furorę na imprezach). Myśleliśmy o tym. Sporo rozmawialiśmy. I wyszło na to, że… jedno dziecko nam wystarczy. Kolejnego nie będzie. Nie wpadam w rozpacz, że córka jest moją pierworodną i ostatnią. Nie rozczulam się na widok słodkich maluchów. Nie czuję ciśnienia, by urodzić jeszcze chłopca albo bliźnięta. Nasza rodzina jest już kompletna - wyznaje w artykule. Zobacz również: „Obrońca życia” zaatakował zwolenniczkę legalnej aborcji. Po tym argumencie zamilkł fot. To jest tylko i wyłącznie moja sprawa. Każda kobieta ma swoje własne powody, które są racjonalne. Poronienia, bezpłodność, utrata dziecka, przedwczesny poród, rozstanie, kiepska sytuacja finansowa, trauma związana z rozwiązaniem, choroby psychiczne, zmiana stylu życia… I mój ulubiony: po prostu nie chcę przez to znowu przechodzić. Bezsenne noce? Skończyłam z tym. Pogryzione sutki? Mam dość. Niekończące się pieluchy? Planeta mi za to podziękuje. Kolki? Nigdy więcej! Co nie oznacza, że było aż tak źle. Uwielbiałam spać z moją córeczką. Karmić ją, dbać o nią, wybierać słodkie ubranka i tulić ją. Ale to koniec. Zadanie wykonane - przekonuje. fot. Ciągle słyszę, że jedno dziecko to prościzna. Mając jedynaczkę tak naprawdę nie wiem, co to jest rodzicielstwo. Jakoś mnie to nie przekonuje. Myślę sobie wtedy: chyba jednak miałam rację. Urządzam sobie drzemkę w środku dnia i wiem, że nie chciałabym z tego rezygnować. Nigdy nie ocenię nikogo z powodu tego, że ma jedno, dwoje, troje, więcej albo żadnego dziecka. To moje życie. Jesteście cudownymi matkami, macie piękne maluchy, ale nie oceniajcie moich decyzji. Nie wiecie, dlaczego tak naprawdę poprzestałam na jednym dziecku. Może wynikało to z jakiejś strasznej traumy. A może nie. Nie czuję przymusu, by się z tego tłumaczyć - kończy swój emocjonalny wpis. Chciałabyś coś dodać? Zobacz również: „Chciałam zajść w ciążę, ale się rozmyśliłam”. Winne mają być te zdjęcia matek
Za każdym razem, kiedy ktoś dzieli się ze mną nowiną o ciąży, staram się cieszyć cudzym szczęściem. Chociaż świadomość, że sama nie mogę mieć więcej dzieci jest dla mnie bardzo przyjaciółki – radość i smutek…Odwraca się do mnie, jej oczy błyszczą z podekscytowania, jej skóra promienieje od sekretu, którego nie jest w stanie dłużej utrzymać. „Jestem w ciąży” – piszczy. Moje ramiona automatycznie zaciskają się wokół niej. To moja najlepsza przyjaciółka. Od ponad dekady jest dla mnie jak rodzona siostra. Jednak kiedy płaczę ze szczęścia, jakaś część mnie roni także łzy się cudzym szczęściem za każdym razem, kiedy ktoś dzieli się ze mną nowiną o ciąży. Jednocześnie muszę sobie radzić z bólem, bo sama nie będę miała już więcej drogi do rodzicielstwaZ moją najlepszą przyjaciółką razem przeżywałyśmy pierwsze ciąże, nasi synowie przyszli na świat w odstępie zaledwie kilku miesięcy, z tym, że ja urodziłam bliźniaki. Jednak drogi prowadzące nas do rodzicielstwa były bardzo różne. Ona ledwie pomyślała o zakładaniu rodziny, a już spodziewała się mnie nie tylko zajście w ciążę było problemem. Także jej utrzymanie. W 27. tygodniu zaczęłam przedwcześnie rodzić. Lekarzom udało się przekonać moje dzieci, żeby nie spieszyły się tak bardzo na świat ale do czasu porodu musiałam leżeć – nie mogłam się prawie ruszać. Urodziłam w 33. tygodniu, a zanim wróciłam z synkami do domu, spędziliśmy sporo czasu na oddziale intensywnej terapii noworodków. Na szczęście teraz są zdrowymi trzylatkami, ale z uwagi na te wszystkie problemy, mój lekarz zdecydowanie odradził mi staranie się o kolejne wszyscy wokół mnie, przyjaciele i zaprzyjaźnieni rodzice, mają kolejne dzieci. Jestem jedną z niewielu mam, która nie nosi w ramionach noworodka ani nie chwali się zaokrąglonym brzuszkiem,więc pytanie o to, kiedy planuję dziecko pojawia się bardzo często. Rozumiem to, mam w końcu tylko 32 lata, jestem zdrowa i kocham dzieci. Z uwagi na to, że mam dwóch synów, ludzie często pytają, czy teraz chciałabym urodzić jestem w pełni kobietą?To przypomina mi, że coś jest ze mną nie tak, że nie jestem w pełni kobietą. Nie chcę rozklejać się i płakać, gdy odwożę do przedszkola moich chłopców, nie mam też ochoty dzielić się intymnymi szczegółami mojej historii medycznej z ludźmi, których ledwo znam. Więc kiedy pada takie pytania, staram się unikać dyskusji, zbywając moich rozmówców odpowiedziami w stylu „może” czy „myślimy o tym”.Jednak przez resztę dnia czuję się nieswojo, wyobrażając sobie, jak by to było, gdybym mogła znowu zajść w ciążę. Jak by to było znowu czuć w brzuchu kopniaki malutkich stópek. Staram się być wdzięczna, że dane mi było tego doświadczyć i nie koncentrować się na myśli, że nie mam już na to zazdrosna o ciążę przyjaciółkiCzasem czuje się pogodzona z decyzją mojego lekarza. Tak naprawdę mam problem z tym, że decyzja właściwie nie należy do mnie. Jestem szczęśliwa, że powiększa się rodzina mojej najlepszej przyjaciółki, że znowu może cieszyć się cudem życia. Jednocześnie jakaś cząstka mnie jest trochę przypadku obcych ludzi, z którymi stykam się tylko w szkole czy w kościele, nie stanowi dla mnie problemu zachowanie zdrowego dystansu. Mogę cieszyć się ich szczęściem, a jednocześnie chronić swoje emocje. Tym razem jednak to nie przypadkowa kobieta w ciąży, której mogę zazdrościć z daleka. To moja najlepsza na swoich ślubach, znamy swoje najskrytsze sekrety. Wiem, że powie mi prawdę, kiedy zapytam jak prezentuje się w nowych jeansach. Kocham ją i dziecko, które nosi pod sercem. Będę przeżywać tę ciążę osobiście i z bliska, a to wymaga ode mnie pracy na swoimi uczuciami. W końcu co mogę zrobić? Żółknąć z zazdrości z powodu czegoś, czego nie mogę mieć?Będę ją wspierać!Mam szczęście, urodziłam dwóch zdrowych chłopców, którzy mówią do mnie „mamo” i każdego dnia myślę o tym, że są pary, które na próżno walczą z bezpłodnością. Zdaję sobie też sprawę, że rodzina to nie tylko więzy biologiczne. Widuje się tak często z moją przyjaciółką, że jej syn jest jakby moim trzecim dzieckiem. Bycie ciocią Meg dla jej kolejnego syna lub córki będzie dla mnie wielkim ją wspierać przez całe dziewięć miesięcy i upiekę tyle dyniowych ciast, na które ma taką ochotę, ile tylko zapragnie. Kiedy nie będzie mogła się już schylić, będę malować jej paznokcie u nóg i upierać się, że wygląda kwitnąco, nawet jeśli nie będzie to żeby jej ciąża była absolutnie bezproblemowa. I kiedy zobaczę, że nosi moje ciążowe sukienki, spróbuję poczuć się wdzięczna, że jest z nich dobry użytek zamiast rozmyślać nad tym, że to nie mój brzuszek je także:7 rzeczy, których młode mamy potrzebują od przyjaciół
Nie chcę posiadać potomstwaCo robić aby kwestia posiadania dzieci Was nie poróżniła?Czy związek, w którym mamy rożne poglądy na temat posiadania dzieci ma sens?Nie chcę posiadać potomstwaBudowanie związku wymaga od partnerów zrozumienia i kompromisów. Często dotyczą one drobnych codziennych spraw, takich jak urządzanie mieszkania, czy decyzja o tym, jak spędzić weekend. Bywają jednak takie dziedziny życia, w których brak zgodności może niemalże całkowicie zniszczyć związek. Jedną z nich jest kwestia posiadania dzieci. Co się dzieje w sytuacji, kiedy Twój partner marzy o rodzinie, a Ty nie widzisz się w roli mamy? Jak uniknąć takich sytuacji i jak postępować, kiedy już do niej dojdzie?Co robić aby kwestia posiadania dzieci Was nie poróżniła?Co możesz zrobić, aby pewnego dnia nie okazało się, że Wasz związek nie ma przyszłości? Przede wszystkim kwestie posiadania rodziny warto przemyśleć i rozmawiać o tym już na początku związku. Kiedy powiesz partnerowi, że nie widzisz siebie z gromadką dzieci u boku już na początku związku on może się na to w pewien sposób przygotować. Bywa jednak tak, że deklarujący chęć życia tylko we dwójkę mężczyzna z wiekiem zaczyna nalegać na to, abyście jednak zostali rodzicami. Co wówczas robić?Zacznij od rozmowy. W sytuacji, kiedy od lat stoisz przy swoim i on dobrze wie, że nigdy nie czułaś instynktu macierzyńskiego, wciąż masz przewagę. Przypomnij mu, co ustaliliście i powiedz, że nie zmieniłaś zdania. Oczywiście może być tak, że nadal będzie się upierał, więc wysłuchaj go i porozmawiajcie dlaczego nagle stało się to tak ważne i jakie widzi rozwiązania?Nie ulegaj, jeżeli nie chcesz. Nie daj się namówić na bycie mamą, jeżeli czujesz, że robisz to tylko dla niego. To niezwykle poważna sprawa, a jeżeli będziesz czuła się nieszczęśliwa to okres ciąży, a także czas po porodzie może być dla Ciebie niezwykle trudny i prowadzić nawet do ciężkiej depresji. Pamiętaj, że jako kobieta musisz przygotować się na ciążę i macierzyństwo, a brak pewności co do tego, czy sobie poradzisz i czy w ogóle tego chcesz może źle wpływać nie tylko na Ciebie, ale także na zmuszaj go do pozostania u Twojego boku. Nie łudź się, że mężczyzna, który nagle poczuł chęć posiadania potomstwa zadowoli się życiem we dwójkę i nie zmuszaj go żeby został z Tobą, ponieważ tak ustaliliście dawno temu. To on powinien podjąć decyzję co jest dla niego ważniejsze. Pamiętaj o tym, że nawet jeżeli teraz twierdzi, że może być tak jak Ty chcesz, to nie oznacza, że pewnego dnia nie poczuje się skrzywdzony. Kiedy więc zechce odejść musisz się z tym pogodzić. Żadne z Was nie powinno zmuszać się do tak ważnej się go zrozumieć. Dowiedz się z czego wynika jego nagła chęć posiadania dziecka. Zapytaj czego mu brakuje i czy wcześniej miał inne zdanie. Powiedz także o swoich obawach. Postarajcie się razem ustalić jakieś rozwiązanie. Zaangażujcie się w pomoc znajomym przy maluchach, odwiedźcie potrzebującą placówkę dla dzieci i wesprzyjcie je. Możliwe, że Twój mężczyzna czuje po prostu, że chciałby się kimś zaopiekować. Pozwól mu więc na to, aby przygarnął psa lub staraj się spędzać z nim więcej czasu. Całkiem możliwe, że Ty sama także nagle poczujesz, że jednak chcesz stworzyć związek, w którym mamy rożne poglądy na temat posiadania dzieci ma sens?Niestety, ale jeżeli nie uda się Wam dogadać, to zawsze któreś będzie nieszczęśliwe. Większość ludzi z wiekiem zaczyna czuć, że rola rodzica jest czymś pięknym i tego właśnie potrzebują. Możliwe, że Ty chcesz skupić się na karierze i nie wyobrażasz sobie życia z niemowlakiem, a on z zazdrością obserwuje kolegów z małymi dziećmi. Na dłuższą metę taka relacja nie do końca ma sens i warto sobie to uświadomić. Kiedy pozbawiasz partnera możliwości wychowywania dziecka, tylko dlatego że masz inne poglądy, to może być początek końca Waszego związku. Nie bój się jednak, że go stracisz. Pozwól mu samemu wybrać, a jeżeli postanowi odejść to zwyczajnie oznacza, że nie nadawaliście na tych samych falach i poniekąd odciąży Cię od myśli, że zrobiłaś ukochanemu krzywdę skazując go na życie bez wymarzonego dziecka. Jeśli spodobał Ci się ten artykuł lub korzystasz z mojej wiedzy na swoim blogu lub stronie www to wstaw proszę u siebie link do źródła: Tagi: ⭐ nie wiem czy chce mieć dzieci, mój chłopak chce mieć dziecko a ja nie, czy to dziwne, że nie chcę mieć dzieci,
nie chcę mieć więcej dzieci