Sławomir Mentzen, przedsiębiorca, prezes Nowej Nadziei i współprzewodniczący Konfederacji, był gościem programu Konrada Piaseckiego "Kawa na ławę" w TVN24. W studiu toczyła się rozmowa, czy po 7 latach 500+ ma jeszcze jakikolwiek sens. - Czy to znaczy, że 500+ Konfederacja by zlikwidowała, nie waloryzowała, czy przeznaczała inaczej te pieniądze? -…
W drugiej części „Kawy na ławę” w TVN24 Konrad Piasecki przedstawił dementi podanej przez niego krótko wcześniej informacji o znajomości ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro z
Gośćmi Konrada Piaseckiego w programie "Kawa na ławę" byli: Bartosz Arłukowicz, Magdalena Biejat, Paulina Henning- Kloska, Piotr Zgorzelski, Andrzej Zybertowicz i Piotr Wawrzyk.
autor: nedved » 28 paź 2006, 16:49. Kawa na ławę - program publicystyczny telewizji TVN i TVN24, prowadzony przez Bogdana Rymanowskiego. Program nadawany jest od 23 kwietnia 2006 w każdą niedzielę o 10.30. W każdym z odcinków kilku czołowych polskich polityków wraz z prowadzącym komentuje najważniejsze wydarzenia minionego tygodnia.
Zostały dotrzymane terminy - mówiła w programie "Kawa na ławę" europosłanka Prawa i Sprawiedliwości Anna zalewska w sprawie przyznania przez KRRiT koncesji TVN24.
Kawa na ławę Barbara Nowacka, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, Aleksandra Leo, Marcin Horała, Stanisław Tyszka, Piotr Ćwik . 26.11.2023. 59:24. Kawa na ławę
- Rządowe Centrum Legislacji i moja skromna osoba, zgodnie z wytycznymi RCL-u, ma czas, jeśli idzie o taką zawartość wyroku, to orzeczenie ogłosić w terminie od pięciu do dziewięciu dni
MKFKPu. Na pewno wielu z nas nie wyobraża sobie jak zacząć dzień bez porannej kawy. Czy to do śniadania czy też jako zamiennik pełnowartościowego, pierwszego posiłku. Tak po prostu, „na przebudzenie”. Później, może w przerwie, jako dodatek do drugiego śniadania, następnie wypita „z nudów”, „do towarzystwa”, „do ciastka”, „po drodze”, „bo chce mi się spać”... powodów jest bez liku. Średnia ilość wypitej kawy to 95 litrów rocznie, a pije ją statystycznie 90% Polaków. Dość sporo, ale czy zdajemy sobie sprawę, jaki ona ma wpływ na nasz organizm? WARTOŚCI ODŻYWCZE Na 100g Wartość energetyczna (kcal) 0 Tłuszcz 0 g Kwasy tłuszczowe nasycone 0 g Kwasy tłuszczowe wielonienasycone 0 g Kwasy tłuszczowe jednonienasycone 0 g Kwasy tłuszczowe trans 0 g Cholesterol 0 mg Sód 2 mg Potas 49 mg Węglowodany 0 g Błonnik 0 g Cukry 0 g Białko 0,1 g Kofeina 40 mg Witamina A 0 IU Kwas askorbinowy 0 mg Wapń 2 mg Żelazo 0 mg Witamina D 0 IU Witamina B6 0 mg Witamina B12 0 µg Magnez 3 mg Tak jak widać powyżej, kawa nie ma dla nas jakiś szczególnych wartości odżywczych, oprócz dostarczanej kofeiny, która jest stymulantem przyspieszającym aktywność mózgu. Blokuje receptory adenozyny w mózgu, które wywołują senność. Organizm jest w pełnej gotowości do aktywności. Równocześnie zwiększa wydzielanie dopaminy odpowiadającej za odczuwanie przyjemności w mózgu. POZYTYWNE ASPEKTY PICIA KAWY 1. Pomaga w spalaniu tkanki tłuszczowej – przyspiesza przemianę materii. 2. Poprawia krążenie krwi - zwiększa przepływ krwi w naczyniach krwionośnych nawet o 30%, przekłada się to na lepszą wydolność oraz kondycję fizyczną. 3. Zmniejsza ból mięśni – ma działanie przeciwbólowe na nasze potreningowe zakwasy. 4. Dodaje energii – rzecz jasna pobudza. 5. Źródło potasu. 6. Poprawia sprawność seksualną - działa pozytywnie na naczynia krwionośne i krążenie krwi, kofeina może działać jak afrodyzjak. NEGATYWNE ASPEKTY PICIA KAWY 1. Spożycie zbyt dużych ilości kofeiny powoduje uczucie niepokoju, lęku, rozdrażnienia. 2. To utleniacz, który pozbawia nas cennych składników mineralnych takich jak wodorowęglan sodu i potasu, tiaminy i innych witamin z grupy B, wapnia, magnezu, potasu, żelaza i cynku. Kofeina zwiększa utratę wapnia i ryzyko wystąpienia osteoporozy. 3. Pod wpływem kofeiny żołądek zmuszony jest do produkcji dwuwęglanu sodu, który zwiększa poziom kwasu solnego (co za tym idzie - refluks żołądka, choroby refluksowej przełyku, wrzodów i raka żołądka). 4. Kofeina jako czynnik powodujący zaburzenia rytmu serca = problemy z ciśnieniem. 5. Kawa nasila uczucie zgagi. 6. Odwodnienie - Pijąc kawę tracimy zasoby wody w naszym organizmie 7. Uzależnienie - kawa to używka, która szybko uzależnia. Uznawana jest za narkotyk 8. Dodatkowe kilogramy – do kawy sięgamy po ciastko, mleko, cukier, śmietankę; nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale właśnie te drobne dodatki prowadzą do nadmiaru tłuszczyku, bo zawierają w sobie puste węglowodany i cukry proste; dla przykładu: łyżeczka cukru - 20 kcal, jedna porcja śmietanki 9% - 100 kcal, 30 ml mleka zagęszczonego, słodzonego - 100 kcal, 30 ml mleka zagęszczonego, niesłodzonego - 40 kcal. Kawa serwowana w popularnych sieciach gastronomicznych, ze względu na swój rozmiar i dużą zawartość mleka, ma od 200 do 400 kcal. Napój z dodatkiem syropu lub cukru oraz bitej śmietany może zawierać nawet 600 kcal! 9. Przebarwienia – ładny uśmiech? Zapomnij, przebarwienia na zębach to pierwsze efekty 10. Nieprzynoszący odpoczynku sen - rozkład kofeiny może trwać nawet 12 godzin, więc negatywnie wpływa na nasz sen, pijąc kawę po południu możemy nie doświadczyć głębokiego snu, co za tym idzie rano budzimy się niewyspani i niewypoczęci i sięgamy po kolejny kubek kawy.. i tak w kółko 11. Szybsza starość - Kofeina stymuluje nadnercza, zmuszając je do wyrzucania hormonów stresu, które powodują starzenie się organizmu na korzyść szybkiego zastrzyku energii w danym momencie Tak więc zanim sięgniemy po kolejną filiżankę, kubek, dzbanek.. zastanówmy się czy nie lepiej się porządnie wyspać, albo zostać przy jednej kawie dziennie. Musimy zdać sobie sprawę jaki ogromny wpływ ma kofeina na nasze zdrowie i wziąć sobie do serca czy nie przesadzamy czasem z jej ilością. Przeanalizujcie sobie plusy i minusy i ustalcie optymalną ilość wypijanych tygodniowo kaw.
Co wspólnego mają ksiądz, Księżyc oraz menisk? Odpowiedzi na to pytanie poszukamy w dzisiejszym wpisie, do stworzenia którego bodźcem było wtorkowe zaćmienie naszego satelity. A także zbliżająca się, pięćdziesiąta rocznica pierwszego lądowania na Srebrnym Globie. Dowiemy się również, skąd wziął się Księżyc i pośpiewamy o nim. To już 50 lat. 20 lipca 1969 misja Apollo 11 weszła w decydującą fazę, w czasie której nastąpił mały krok dla człowieka, a wielki dla ludzkości. Neil Armstrong, jako pierwszy człowiek, postawił stopę na Księżycu. Był to jeden z dobrych skutków zimnej wojny i technologicznego wyścigu o prestiż. Po nim już nigdy nie osiągnięto tak spektakularnego sukcesu. Oczywiście, były misje międzyplanetarne, były amerykańskie i radzieckie wahadłowce, były orbitalne teleskopy. Ale już nigdy nie było czegoś tak wielkiego, przy czym cała ludzkość wstrzymała by oddech. Teraz, po tych 50 latach wyścig o prestiż nie przeważa nad chłodną, ekonomiczną kalkulacją. Podbój kosmosu hamowany jest przez różnej maści biurokratów żyjących w średniowieczu, a cała nadzieja spoczywa w rękach współczesnych wizjonerów – Elona Muska, Jeffa Bezosa i Richarda Bransona. Ich działania są na tyle spektakularne, że stanowią bodziec dla rządów światowych mocarstw. Niedawno USA ogłosiły plan powrotu na Księżyc w ciągu pięciu lat. Podobne plany mają i Chiny, i Rosja, i nawet Indie. Własny, księżycowy próbnik (i to prywatny!) wysłała niedawno izraelska firma. Być może znowu powstanie efekt domina i do księżycowego wyścigu włączy się wielu graczy. A później przyjdzie czas na Marsa… Wróćmy jednak do samego satelity Ziemi. Skąd się wziął? Tego z całą pewnością nie wie nikt. Obecnie najwięcej zwolenników zdobywa tak zwana Teoria wielkiego zderzenia. Według niej na ziemskiej orbicie uformowały się dwie planety – Ziemia i Thea. Przyrost masy tej ostatniej spowodował destabilizację orbity, co doprowadziło do zderzenia dwóch ciał niebieskich. Nastąpił ogromny wyrzut materii na orbitę Ziemi, a z niej uformował się nasz satelita. Do zderzenia doszło około 4,5 miliarda lat temu i jemu nasza planeta zawdzięcza swoje nachylenie osi. Symulacje komputerowe potwierdzają taką możliwość powstania naszego lokalnego, podwójnego układu. Pozostaje jednak kilka pytań (na przykład o rozkład pierwiastków syderofilnych na obu ciałach), na które powyższa teoria nie daje dobrej odpowiedzi. Jak było naprawdę dowiemy się zaraz po opracowaniu wehikułu czasu. Dużo łatwiejsza jest odpowiedź na pytanie, skąd wziął się Księżyc w naszym języku. I tu dochodzimy do pytania ze wstępu. W archaicznej polszczyźnie niekoronowany władca (np. książe) nazywany był “księdzem“, dopiero później tym słowem zaczęto określać chrześcijańskich kapłanów. Synem króla był królewicz, synem pana – panicz, synem wojewody – wojewodzic. A synem księdza? Rzecz jasna księżyc. W ten sposób nasz satelita stał się synem większego ciała niebieskiego – Słońca (wielkiego pana-księdza, magnus dominus) lub, według innej teorii – Ziemi. W każdym razie jako syn księdza musiał zostać księżycem. Trzeba przy tym pamiętać, że to nie jedyne określenie naszego najbliższego ciała niebieskiego. W staropolszczyźnie często zwane ono było “miesiącem“, co jest oczywiste, ponieważ cykl księżycowy od początku istnienia ludzkości służył do tworzenia kalendarzy i obliczania upływu czasu. W polszczyźnie poetyckiej można też spotkać się z “Luną“, która pochodzi od rzymskiej, księżycowej bogini. Korzenie miesiąca sięgają języka praindoeuropejskiego i słowa “me(n)ses” oznaczającego zarówno naszego satelitę jak i miesiąc. Z niego wywodzą się grecki “mene” – miesiąc, łaciński “mensis” – miesiąc czy starocerkiewnosłowiański “meseci“. A dalej – angielski “moon“, niemiecki “Mond“, niderlandzki “maan” czy duński “mane“. A skoro mówimy już o księżycowo-mięsięcznym źródłosłowie, to z niego powstał też menisk (mający półkolisty kształt sierpu Księżyca) i… menopauza. W miniony wtorek nie liczyłem na wiele. Przez cały dzień pogoda była, łagodnie mówiąc, kiepska. Chmury, grube chmury oraz bardzo grube chmury. Pogodziłem się z myślą, że tego zaćmienia nie obejrzę. Trudno, w końcu widziałem już ich sporo, ostatnie niecały rok temu. Wieczorem pogoda nadal była zła, ale kiedy Księżyc wychodził zza sąsiedniego bloku, jego poświata od czasu do czasu prześwitywała przez warstwę chmur. Przygotowałem aparat, zająłem się innymi rzeczami, a ponieważ okno mojego pokoju wychodziło na odpowiednią stronę nieba, cały czas trzymałem rękę na pulsie. Było warto. Co kilkanaście minut robiłem sprint na balkon i usiłowałem coś uchwycić. Efekty nie były zbyt ciekawe – zaćmienie, sięgające w maksimum 65% tarczy, a do tego wałęsające się wciąż chmury, skutecznie zredukowały ilość odbijanego światła. Coś tam sfotografowałem, ale nie jestem zadowolony. Warto za to było uczestniczyć w samym spektaktu, patrzeć jak tarcza Księżyca stopniowo znika, a reszta jego powierzchni zaczyna świecić czerwonym, odbitym w ziemskiej atmosferze, światłem. Widowisko trwało do pierwszej w nocy, następnego dnia musiałem wstać o szóstej, ale cóż – albo się lubi astronomię, albo nie. Pozostajemy w kręgach niebieskich. W tym tygodniu fotografowałem też Słońce. Obecnie jest to proces prosty i całkowicie jałowy. Powierzchnia naszej gwiazdy jest całkowicie jednolita, pozbawiona najmniejszej nawet plamy. Ot, jasne kółko. Na następnym zdjęciu – jasne kółko. I kolejne… Jedyne bardziej interesujące zdjęcie powstało oczywiście przez przypadek. Pstrykałem jasne kółko, obok którego przeleciał akurat samolot. Wiatr zwiał smugi kondensacyjne na tarczę i w ten sposób powstało jasne kółko z bonusem. Lepszy był by sam samolot przelatujący w tym miejscu, ale nie tym razem. Takie zdjęcie dopisuję do listy moich życzeń. A skoro o samolotach mowa – w tym tygodniu udało mi się zaliczyć kolejny model z mojej listy życzeń. Tym razem jest to McDonnell-Douglas MD-82. Obserwowany egzemplarz (LZ-ADV) ma prawie 29 lat i należy do bułgarskich linii ALK Airlines. To moje pierwsze zdjęcie tej maszyny i samych linii lotniczych. Czekałem na nie całkiem długo, ale w końcu się udało – oczywiście w ostatniej chwili i przypadkiem. Samoloty tego typu produkowane były w setkach egzemplarzy, ale obecnie nad Europą lata ich już niewiele. Niestety, nie były to bezpieczne maszyny, w długiej serii katastrof z udziałem MD-8x zginęło kilka tysięcy ludzi… Na zakończenie przejdźmy do czegoś weselszego (choć, jak się zaraz przekonamy, nie do końca) – przed nami dawno nie goszczący na tej stronie Kącik Muzyczny. Dzisiaj oczywiście poświęcony Księżycowi. Na pierwszy ogień idzie piękna Belinda Carlisle w utworze “La Luna“. Tekst poświęcony jest spotkaniu dwojga ludzi, którzy zakochują się od pierwszego wejrzenia w czasie nocnego spaceru. Księżyc odbija się w oczach kochanka, księżycowy blask tańczy w wodach zatoki, noc pełna jest czaru Księżyca… jednym słowem idealny utwór do naszych rozważań. Poważniejsze, kryminalne tematy porusza Lady Pank w utworze “Dwuosobowa banda“. “Co się dzieje, skąd ten krzyk? Był Księżyc – nagle znikł!“. Piosenka jest częścią soundtracku do świetnego filmu animowanego “O dwóch takich co ukradli księżyc“. Zarówno muzyka jak i serial w ogóle się nie zestarzały i nadal świetnie się je ogląda i słucha. Ostatni utwór to niezapomniane dzieło Mike’a Oldfielda z wokalem Maggie Reilly. Któż ze starszych czytelników nie nucił albo nie pogwizdywał tego utworu? Melodia wpadające od razu w ucho, radosna, płynna, zmuszająca do myślenia o rzeczach przyjemnych i wesołych. Tymczasem tekst jest jak potężny cios w żołądek. Narratorka opowiada w nim o nocnym spacerze ze swoim chłopakiem, w czasie którego ten ostatni zostaje zabity w bójce. “Dostał sześć kul od zbiega“, a wszystko to dzieje się oczywiście w księżycowym blasku. Jak można było napisać taki tekst do takiej melodii? Nie mam pojęcia. I tym dramatycznym akcentem kończymy dzisiejsze, księżycowe rozważania. Ponieważ pogoda jest przyzwoita, proponuję wieczorem wyjść na powietrze i popatrzeć na naszego satelitę. Pełnia była kilka dni temu, Księżyc pięknie odbija ziemskie światło, a na jego powierzchni można dostrzec wiele ciekawych szczegółów. Nawet przez niewielką lornetkę albo aparat z zoomem. Kliknięcie w okładkę jak zawsze uruchomi odtwarzanie piosenki z serwisu Youtube.
Autor: Data: 18-01-2018, 11:32 Dlaczego kurczaki tak szybko rosną? Czy drób jest "faszerowany" antybiotykami? Dlaczego nie należy myć surowego mięsa drobiowego? Krajowa Rada Drobiarstwa-Izba Gospodarcza postanowiła odpowiedzieć na najczęściej wymieniane zarzuty wobec hodowców i producentów drobiu. Ferma Jakuba Pióro, fot. mat. pras. Szukasz magazynu do wynajęcia. Zobacz ogłoszenia na Jak mówi Aleksandra Porada, ekspert ds. bezpieczeństwa żywności i weterynarii KRD-IG, najwięcej mitów dotyczących drobiu dotyczy prób wyjaśnienia faktu znacznego przyrostu średniej masy kurczaka na przestrzeni Jak to jest, że 50 lat temu kurczak ważył 900 gramów? Do dziś zresztą w Zjednoczonych Emiratach Arabskich jest to standardowa masa sprzedawanego kurczaka. W Polsce kurczak obecnie waży średnio 2,5 kg, a w USA 4 kg. Dlaczego one tak szybko rosną? Dalsza część artykułu (95%) jest dostępna dla zarejestrowanych subskrybentów serwisu, którzy wykupili dostęp do usługi "Strefa premium". lub poznaj nasze plany abonamentowe i wybierz odpowiedni dla siebie
Nazywam się „Kawa“. Od października 2017 mieszkam w Berlinie jako osoba bezdomna. Chciałbym ludziom trochę „przybliżyć“ moje życie. Na co dzień jestem narażony na przemoc lub namawiany jestem do zrobienia czegoś złego. Mieszkając w Berlinie widzę jak ludzie bezdomni „marnują“ sobie życie, pijąc alkohol albo zażywając narkotyki różnego typu. Pomimo tego, że przebywam tutaj już od około roku, mam już powoli dosyć takiego życia, ale czasami brakuje mi motywacji. Najczęściej to już wszystko mi jedno. To, co widzę w swoim zachowaniu dobrego, to fakt, że sam ani nie piję, ani nie biorę narkotyków, bo wiem jak to zmienia chemię w mózgu i do jakich tragedii może to doprowadzić. Niestety widzę ludzi którzy nie są tego świadomi i są gotowi zrobić wszystko, żeby drugiemu bezdomnemu człowiekowi było źle. Będąc w Berlinie należy uważać na takich ludzi, ponieważ z byle powodu mogą Cię albo okraść, albo pobić, tak jak ja zostałem właśnie pobity i okradziony około 10 dni po moim przybyciu do Berlina. Ja krzywdy nikomu nigdy nie zrobiłem. Będąc naiwnym, dałem bezdomnemu Polakowi, którego poznałem na dworcu Zoologischer Garten, czyli największym zbiorowisku bezdomnych swój telefon. Twierdził, że chce zadzwonić do swojej mamy,z którą się pokłócił. Niestety to się chyba okazało tylko pretekstem, żeby mnie pobić i okraść. Okradziono mnie z dokumentów które na całe szczęście odzyskałem. Jako bezdomny jednak nie martwię się o jedzenie lub o ubrania, bo są punkty gdzie takie rzeczy można dostać. Niektórzy niestety nie doceniają tego, że te ubrania dostają, bo sprzedają je komuś po znajomości i dzięki temu znowu mogą sobie zakupić alkohol. Nie muszę się specjalnie wysilać, jeżeli chodzi o jedzenie albo picie, ponieważ w Berlinie zawsze można znaleźć puszkę albo butelkę ze specjalnym znakiem zwanym „Pfand“. Dzięki czemu mam z tego 25 centów i mogę z tego jakoś żyć, aczkolwiek nie da się tak żyć całe życie. W Berlinie są miejsca, w których bezdomni mogą spać, ale ich liczba w wiosnę jest bardzo ograniczona, przez co dochodzi do walk między bezdomnymi. W zimę ludzie przychodzą do noclegowni pijani lub naćpani, ponieważ niestety prawo na to zezwala. Ein kleiner Einblick in mein Leben auf der Straße Mein Name ist Kawa. Seit Oktober 2017 lebe ich als Obdachloser in Berlin. Mit diesem Beitrag möchte ich mein Leben anderen Menschen näher bringen. Mein Alltag ist geprägt durch Gewalt oder Menschen die mich davon überzeugen wollen etwas Böses zu tun. Ich sehe Tag für Tag wie auf der Straße lebende Menschen sich aufgrund ihres Alkohol- und/oder Drogenkonsum ihr Leben „zerstören“. Obwohl ich hier schon fast ein Jahr lebe, habe ich langsam genug von einem solchen Leben. Doch leider fehlt mir oft die Motivation etwas zu ändern. Meistens ist mir einfach alles egal. Was ich in meinem Verhalten und Leben als gut bewerte, ist, dass ich weder Alkohol trinke, noch irgendwelche anderen Drogen konsumiere. Ich weiß, dass diese Art von Konsum, dass Gehirn auf eine fatale Art beeinflusst und zu unterschiedlichen Tragödien führen kann. Leider gilt das nicht für viele obdachlose Menschen bzw. sind sich viele dessen nicht bewusst, was der Alkohol und die Drogen mit ihnen anrichten. Sie sind bereit anderen Obdachlosen weh zu tun, um ihre Sucht zu befriedigen. Man muss hier ständig auf der Hut sein, nicht beklaut oder verprügelt zu werden (ich habe noch nie jemanden verletzt), so wie es mir letztes Jahr kurz nach meiner Ankunft in Berlin passiert ist. Naiv wie ich damals war, habe ich einem anderen Obdachlosen, den ich an einem der wichtigsten Spots für Obdachlose, dem Bahnhof Zoo kennengelernt habe, mein Handy geliehen, damit er seine Mutter anrufen kann mit der er gerade zerstritten war. Leider hat sich herausgestellt, dass dies nur ein Vorwand war mich zu beklauen und zu verprügeln. Er hat mir alle meine Papiere gestohlen, die ich zum Glück etwas später wieder erlangen konnte. Hier in Berlin muss ich mich als Obdachloser nicht so sehr darum sorgen, nichts zu Essen oder zum Anziehen zu bekommen, denn es gibt viele Orte, die Unterstützung anbieten. Mir ist aufgefallen, dass nicht alle diese Angebote zu schätzen wissen. Sie verkaufen ihre neu erstandenen Klamotten, um das Geld dann in Alkohol und Drogen zu investieren. Es bedeutet keine Riesenanstrengungen in Berlin an etwas zu Essen oder zu Trinken zu kommen, denn neben den ganzen unterstützenden Orten, kann man auch Flaschen sammeln. Viele Flaschen sind mit einem Zeichen versehen – dem Zeichen für das sogenannte „Pfand“. Dank diesem Pfand bekommt man bis zu 25 Cent pro Flasche. Davon lässt sich einigermaßen leben. Es lässt sich aber natürlich nicht das ganze Leben dadurch finanzieren. Darüber hinaus gibt es in Berlin auch Orte in denen Obdachlose die Nacht verbringen können. In den Sommermonaten sind das viel weniger Orte als im Winter, wodurch es einen Kampf um Schlafplätze unter uns Obdachlosen gibt. Besonders im Winter kommen die Menschen teilweise sehr besoffen und drauf in die Notübernachtungen, da dies leider gesetzlich erlaubt ist.
Borsuk772021-08-23 00:16:36Przyznam, że mam do tego piwa słabość, mimo że bardziej wolę dwunastkę. Jak tylko jestem w pobliżu granicy ze Słowacją (Bieszczady, Beskidy), to staram się przywieźć kilka puszek na Mazowsze. I teraz opiszę wrażenia z picia wersji w puszce - data do - mizerna piana, ale nie znika do zera, bardzo klarowne, kolor ciemniejszego złota (EBC 11-12), średnie wysycenie. Aromat - trochę słodu i trochę diacetylu - poza tym czysty profil. Smak - na pierwszym planie diacetyl, ale w dawce nieprzerażającej, czyli takiej, jaką ma sporo czeskich pilsów czy lagerów; więcej - diacetyl dodaje tu pełni, bo to jakby nie było tylko 10% ekstraktu; poza tym trochę słodu (skórka chlebowa) i nieco chmielowej goryczki (klasycznej, ziołowej, szlachetnej, nieściągającej). Chciałoby się dać więcej niż 6/10, ale też nie ma większych podstaw; jest to po prostu solidna koncernowa dziesiątka zza południowej granicy. Orzeźwiająca, choć i dość pełna dzięki diacetylowi w odpowiedniej dawce. Pewnie za rok znowu przechylę kilka sztuk, oby też w jakiejś knajpie. Oceny użytkownika: 7 ( smak: 7, zapach: 7, wygląd: 7 )6 ( smak: 6, zapach: 6, wygląd: 6 )Borsuk772018-08-10 02:27:49Piłem to piwo w gospodzie po drugiej stronie Bieszczad (na Słowacji). Z kija smakuje dobrze, tak jak powinna smakować dziesiątka. Wyrazista dziesiątka, orzeźwiająca, ale też nieprzesadnie słodowa. Piała dość wysoka i trwała, zapach klasyczny, kolor ciemnego złota. Oceny użytkownika: 7 ( smak: 7, zapach: 7, wygląd: 7 )6 ( smak: 6, zapach: 6, wygląd: 6 )
kawa na ławę znika 2018